30.05
2010

Widzi pan. Ja to do pracy mam całkiem blisko i dobre połączenie mam. Wstaję rano, tak w okolicach szóstej, a o szóstej to już w lato proszę pana widno jest i latarki nosić nie trza, a potem wychodzę do pracy. … Śniadanie? Ja proszę pana śniadanie jem na kolację. Zresztą golę się też przed spaniem, coby rano nie musieć, bo rano to tylko wstaję proszę pana i wychodzę do pracy. … Jakie przebieranie? Jak jest zimniej to kurtkę narzucę, no i buty trza by ubrać, a tak to się nie przebieram, bo szkoda czasu, przeca i tak będę musiał to, co zdejmę wieczorem założyć rano.
Tak więc wstaję rano, ale ponieważ budzik mnie nie obudził to wstałem 10 minut za późno. … Nie proszę pana, nic nie szkodzi, bo zawsze nastawiam sobie budzik, żeby mieć 15 minut zapasu. No więc wstaję sobie rano do pracy i wychodzę z domu. W zasadzie wybiegam, bo muszę zdążyć na 194. … Co? Ależ oczywiście, że nie zdążam, bo on zawsze jedzie za wcześnie, ale to i tak nie szkodzi, bo o tej porze to on zawsze jest pełny. No więc idę sobie na drugi przystanek, bo tam po 8 minutach jedzie 141, a jak mówiłem ja to dobre połączenie mam. Potem już łatwo – jadę przez Pogórze, Obłuże, Oksywie i potem znowu wracam na Obłuże i wreszcie trafiam na estakadę. Tu zawsze trochę czasu schodzi, bo wie pan, te no… remonty drogi robią i straszne korki są, takie czasem co pod kościół Boboli sięgają, a raz to nawet na wjazd na Kwiatkowskiego trza było proszę pana czekać kilka minut. No ale jadę tą estakadą, choć w sumie bardziej stoję niż jadę, a w zasadzie nie sam stoję, bo i autobus stoi, i parę meneli obok też stoi. No i tak stoję, aż w końcu zjadę na Morską. Potem stoję i czekam na trolejbus, bo o tej porze to zbyt często nie jeżdżą, a w zasadzie proszę pana to zanim coś przyjedzie to zdążysz pacierz odmówić.
No więc czekam i wsiadam w 28, i jadę w stronę akademii. W końcu jak już wysiądę to muszę okrążyć całe skrzyżowanie ze światłami, bo akurat tam, gdzie wysiadam nie da się przejść na drugą stronę Morskiej, więc przechodzę przez jedne światła, na Morskiej dwa i potem koło Biedronki jeszcze raz. Tutaj to z dziesięć zdrowasiek przy dobrych wiatrach proszę pana schodzi, bo to są te nowe światła, co to na zawołanie się zapalają na zielone. … Znaczy nie na zawołanie, a na zaklikanie, czyli że się klika, a potem czeka cały cykl i jak się maszyna nie zapomni to w końcu zapali zielone, ale i tak trzeba proszę pana się spieszyć, bo inaczej będziemy w połowie jezdni stali na czerwonym i wszystkie auta będą na nas trąbić. No więc przeszedłem sobie na tych światłach i potem jeszcze jeden kilometer trza przejść i wtedy jestem w domu, znaczy w robocie.
I to jeszcze jest za dziesięć ósma, więc idę się przebrać w ciuchy robocze, ale jak się przebiorę, a raczej wcisnę, bo te ciuchy to taki składak, bo spodnie za małe, koszulka za duża, a czapka wiecznie spada, jedynie buty są dobre, bo moje, ale różnicy to nie robi, bo podłoga jest proszę pana strasznie śliska wszędzie i o wywinięcie orła wcale nie trudno. No więc o ósmej to ze sześć godziny to proszę pana roboty i potem mam czas, coby jakiś obiad zjeść i go zawsze jem, bo potem jak się robota kończy to nie muszę jeść. No więc jem sobie obiad na fajrancie i potem pracuję kolejne 6 godziny, po których to trza by jeszcze ze dwie zostać na nadgodziny, bo wtedy szefy są zadowolone. No więc robotę proszę pana to ja kończę o 22, ale to nic, bo obiad jadłem i wtedy nie muszę jeść po robocie, tylko przebieram się w swoje ciuchy i mnie to wszystko proszę pana swędzi, bom spocony jak świnia, zmęczony jak bawół i szybki jak reszta zwierzyńca, bo trza na autobus zdążyć.
Tak więc wracam proszę pana do Biedronki na przystanek, ale cały bieg na nic się zdaje, bo autobus mi odjeżdża, a ja nawet nie zdążyłem pacnąć w ten słupek ze światłami, coby mi się zielone zapaliło. No to przechodzę przez jezdnię i idę już spokojnie na przystanek, i patrzę, że kolejny to za godzinę będzie, więc daruję sobie czekanie. Idę z powrotem, przechodzę przez jezdnię, mijam robotę i potem jeszcze ze dwa kilometry i wiaduktem na drugą stronę torów idę. Wtedy już prosto, bo mijam kolejne wyklikane światła na Węźle Ofiar Grudnia 1970 proszę pana. … Tak, tu też trzy razy trzeba na czerwonym stać i za każdym razem klepać słupek ze światłami proszę pana. No więc przechodzę i idę na przystanek. 194 pojechał 5 minut temu, ale nic to, bo za 15 minut mam 282, więc czekam na niego.
W końcu przyjeżdża i wsiadam, a tam pół powietrza to alkohol, pół papierosy, a pół mocz, no ale ja po pracy od całego tłuszczu mam nos zapchany to proszę pana nie czuję. No i wtedy to ja proszę pana jadę przez Wiśniewskiego, a potem pod Estakadą i tam na Terminal Kontenerowy. … Czemu tam? No bo w drugą stronę też estakadę robią. Znaczy nic nie robią, ale słupków nastawiali i przejechać się nie da, więc trzeba jechać dołem, na około, a tam takie dziury, że pan kierowca musi jechać powoli, coby niskopodłogowy autobus nie miał dziur w posadzce. No i wtedy to już normalnie się jedzie, bo przez Obłuże, Oksywie i potem z powrotem przez Obłuże. … Jaka trasa? To nie 141 – ten robi większą pętlę, więc to kolejne minuty trza proszę pana doliczyć. No więc potem już Dąbka jadę prosto i na sam koniec trasy przez to Oksywie, Obłuże i Pogórze, że prawie na gminę Kosakowo już wyjeżdżam proszę pana.
Wtedy to już wysiadam z autobusu i mam pięć minut drogi na piechotę do domu przez uliczkę, gdzie nie ma światła, a co pięć metrów za ogrodzeniem pies szczeka, więc nie da się zgubić – wystarczy iść za głosem szczekania, a psy same przeprowadzą przez ulicę. … Tylko pięć minut? Nie no proszę pana! Jak deszcz padał to trzeba doliczyć drugie tyle, bo wtedy chodzi się slalomem przez ciemną uliczkę, wśród szczekania psów i mija kałuże na całej szerokości ulicy. … Ulicy proszę pana.. tam chodnika nie ma, tylko kilka płyt położonych, ale one pod wodą są jak deszcz pada, więc i tak zawsze wracam z mokrymi skarpetami. … Nogawki mam suche, bo zawsze rękoma podciągam, ale jak przyjdzie wypłata to kupię kalosze i będę proszę pana chodził już tylko pięć minut przez tą drogę.
Jak już wrócę do domu to jest góra 23:30, więc zrzucam buty i kurtkę, jem śniadanie i się golę, coby rano proszę pana już nie musieć, nastawiam zegarek i idę spać. … Nie.. ubrania nie zdejmuję, bo i tak rano musiałbym ubrać, więc kładę się tak już ogolony i po śniadaniu spać, a ponieważ jestem zmęczony zapominam odłożyć gdzieś dalej budzik, bo jak rano zadzwoni to wyłączę i znowu zasnę. Ale to nie szkodzi proszę pana, bo ja mam blisko do roboty i dobre połączenie mam.

Komentarze: