11.03
2010

Tym razem wyrwany nieco z chronologii kolejny tekst o reklamach. Dlaczego wyrwany? Bo pochodzi z mojego DA, a nie starego bloga. Zresztą tak, jak kolejne teksty starości po nim. =p

Tekst z dnia 16.12.2007.

——————————————————————————————————————————————————–
Ostatnimi czasy wybrałem się na zakupy i, zwiedzając pewien wszechstronnie tematyczny sklep, postanowiłem zerknąć co w muzyce piszczy. Muszę przyznać, że doznałem niezłego szoku. Kompaktów było naprawdę sporo i chociaż wszystko było ułożone alfabetycznie, miałem problem ze znalezieniem interesującej mnie pozycji. I bynajmniej nie dlatego, że nie wiem które literki po sobie następują. W końcu ją znalazłem.
Przez chwilę wgapiałem się i przyglądałem pudełkowi (tudzież boxowi), zastanawiając się czy to na pewno tego szukałem. Działo się tak dlatego, że z frontowej strony nie mogłem odczytać nazwy zespołu ani tytułu albumu!
Wszystko upstrzone wielkimi, kolorowymi, często oczowalącymi nalepkami. Tutaj logo polecającej pozycję rozgłośni radiowej, dalej stacji telewizyjnej, kolejna nieokreślona plamka, hologram oraz wielka i badziewna naklejka, że płyta jest w super cenie. Wspaniale! Tylko cena wcale nie była super (50zł na polskie warunki to IMO i tak dużo – a przynajmniej nie super). Poza tym nie dało się tego walnąć choćby na tył albo tak, żeby nie zasłaniało nazwy artysty, tytułu albumu i listy piosenek? Bo niby skąd mam wiedzieć co kupuję?
Dodatkowo muszę wspomnieć o tym, że te wszystkie badziewia są… na folii. Wszystkie! Wyobraźcie sobie, że jesteście wporzo obywatelem, macie – załóżmy – małą knajpkę, gdzie chcecie puszczać swoją muzykę. Tak więc, aby być czystym i legalnym musicie płacić ZAiKSowi czy innym takim za prawo do nadawania muzyki w miejscu publicznym.
Tak w połowie… bo jak do jasnej ciasnej wytłumaczyć się, że płyta jest legalna? Od tego oczywiście jest hologram. Tylko co mi z tego, jeśli on zostaje na foli i nijak go zdjąć albo – nie daj Boże! – przez przypadek przerwać podczas zdejmowania tego arcy wspaniałego zabezpieczenia płyty? Hę? No jak, pytam?
Do tego po cholerę mi wiedzieć, że taka i taka stacja płytę promuje? Muzykę się kupuje dlatego, że się nam podoba (bo gdzieś słyszeliśmy albo z powodu bardzo pozytywnej recenzji pochodzącej z wiarygodnego dla nas źródła). Może nie? No chyba nie kupujecie dlatego, że ma ładną nalepkę RMF FM, Radio Eska, 4Fun.Tv albo innych takich?
Ja przepraszam, ale ni cholery nie wiem, czy to po prostu wytwórnie zatrudniają tak marnych speców od marketingu, czy to faktycznie działa i ludzie są tak głupi, że zwracają na to dużą uwagę? Mnie osobiście to prędzej odstrasza niż przyciąga. „O jaka ładna i kolorowa nalepka! Kupuję!” albo „Moje ulubione radio to poleca? Biorę trzy!”. Wyobrażacie sobie? Bo ja nie…
Jaki konsumpcyjny i kapitalistyczny dzisiejszy świat jest każdy chyba wie. I nikt mi nie wmówi, że dystrybutorzy tak za frajer REKLAMUJĄ (o tak!) owe rozgłośnie i programy. Mowy nie ma. W takim razie co za to dostają? Prawo do puszczania tej muzyki w radiu / telewizji rzecz jasna!
Ba, nie byłoby się czego czepić, gdyby nie fakt, że to w ten sposób rozgłośnie ‚polecają’ te płyty. Wybaczcie, ale to brzmi dla mnie jak sponsorowana recenzja muzyki (czyli ktoś dał komuś w łapę za pozytywną opinię o produkcie), w której bynajmniej nie zaznaczono jej charakteru i jakości.
Nic mi chyba nie zostaje prócz kupowania przez Internet albo błaganie dystrybutorów o możliwość zakupu płyty z hologramem na boxie i bez tych wszystkich pierdolników na folii…

Komentarze: