11.03
2010

Pierwsza część nie jest pisana do końca serio, więc nie myślcie sobie, że jedno słowo w esemesie może przywołać u mnie jakieś natręctwa. Natomiast druga część tekstu jest już bardziej na poważnie, choć i tak osoby, o których mowa zapewne tego nie przeczytają, a nawet jeśli to będą to mieć tam, gdzie słońce nie dociera.

Tekst z dnia 5.11.2008.

——————————————————————————————————————————————————–
Ja lovaju ju, czyli (fr.) „Że tę..”

Dziś będzie bez długich dywagacji.. po prostu kilka spraw mnie drażni i mam zamiar się wyżalić. =p
od czego by tu.. hm.. to, co tak naprawdę mnie skłoniło do napisania po tak długiej przerwie zostawię sobie na deser.. ale już mogę napisać, że znowu chodzi o.. ech… kobiety =p

Na pierwszy ogień idzie rzecz trywialna.. nie wiedzieć czemu iście denerwuje mnie pewne słówko (lub słówka) w formie prosząco-rozkazującej o treści ‚ODPISZ’ lub wielce podobnej.. nie, żeby te słowa były niewymowne, ale..
jeśli nie odpisuję to najprawdopodobniej nie mam chęci na rozmowę (co jednak zdarza się nie tak często). Jeśli więc ktoś jest wielce niecierpliwy i pod prośbą/pytaniem w TYM SAMYM smsie dodaje takie coś to mam wielką chęć być złośliwym i odpisać bardzo późno.. dla mnie to jasne, że jak mam czas (i kasę na koncie) to odpiszę, a skoro nie odpisuję to znaczy, że albo jestem zajęty, albo nie mam przy sobie koma, albo mi się rozładował, albo nie odczytałem jeszcze wiadomości, albo coś w tym rodzaju..
Wiem.. straszny jestem =p

Inna sprawa (wiąże się trochę z meritum).. w zasadzie nawiązuje do poprzednich moich wywodów nt. reklam.. oj tak.. kochamy reklamy. =)
Co tym razem mnie.. hm.. rozbawiło? Reklamy szamponów / odżywek i innych sierścioupiękniaczy.. ja rozumiem, że w reklamie to można w Polsce ściemniać do bólu (jeszcze chyba w życie nie weszła ustawa, która mówi, że w reklamach nie wolno kłamać), ale bez przesady… jak można pisać o tym, że używając tego lub owego specyfiku, będzie się miało bardziej NATURALNY kolor/wygląd włosów?! No ja pytam JAK?! Tym bardziej, że chodzi o włosy… FARBOWANE! No jasny gwint.. czyli teraz jak się nie przefarbujemy i jak nie będziemy używać tych specyfików to nasze włosy będą.. sztuczne?
Coś naciągane i sztuczne hasło reklamowe. =p

Wróćmy jednak do spawy ze wstępu. Chodzi mi głównie o.. malowanie. Nie, nie ścian.. chociaż.. jak tak dalej pójdzie, różnicy dużej nie będzie. =p
Piszę o kobiecym malowaniu SIĘ.. rozumiem, że można mieć różne, większe lub mniejsze kompleksy, ale żeby niemal każda baba je miała?!
Bez jajec! Dla mnie makijaż* to sztuka – nie jest łatwo kobiecie umalować się tak, aby wyglądać lepiej niż bez.. o ile jest to jakiś lekkie podkreślenie rzęs, szminka itd. to pies to drapał, ale gdy kobiety nakładają tego TONY na cerę?
Potem wielkie zdziwko, że w wieku dwudziestu kilku, trzydziestu lat zmarszczki ma takie jak moje prześcieradło o poranku, wory pod oczami, jakby tam zapasy chomikował Mikołaj na najbliższe święta, a usta to już nie wiadomo w którą stronę się krzywią… skoro pakowała w siebie tony chemii to co się teraz dziwi? Niech pakuje dalej – przecież na tym producentom kosmetyków zależy.. dlatego nic dziwnego jak w lecie patrząc na jedną lub drugą mam wrażenie, że patrzę na wystrojoną choinkę.. paranoja..
Do tego dochodzi kolejny aspekt.. (tu zahaczę lekko IMO o równouprawnienie, ale o tym może przy innej okazji). Dlaczego kobieta mająca z górką lat pięćdziesiąt, umalowana jak stół malarza stoi nad młodą osobą i prycha, i niemal kwiczy, żeby jej ustąpić miejsca, bo ona już pod staruszkę podchodzi? Przecież ona dzięki makijażowi jest taaaaakaa młoda. =)
To działa także w drugą stronę – mdli mnie jak widzą nastolatkę (wczesną, mniej niż 16) obsmarowaną na 25-letnią modelkę.. chyba wiecie – rozumiecie..

* makijaż – żeby była jasność. Nie mam absolutnie NIC przeciwko preparatom typu krem nawilżający, pomadka do ust jeśli jest użyta w celu dbania o swoje zdrowie (np. żeby skóra się nie przesuszała, usta nie pękały).. mam na myśli tylko chemię, która podchodzi bardziej pod farby malarskie niż kosmetykę…

Komentarze: