11.03
2010

Kolejny tekst zaciągnięty z mojego DA. Wyjątkowo długi i wyjątkowo wymuszający przemyślenia odnośnie kwestii jak w temacie. Polecam szczególnie zatwardziałym feministkom. =)

Tekst z dnia 4.05.2009.

——————————————————————————————————————————————————–
Czy słyszeliście kiedyś o prawach kobiet? O ustawach, które wprowadzają równouprawnienie dla kobiet? O akcjach ONZ w spawie obrony praw kobiet? O organizacjach, których celem jest obrona praw kobiet?
A czy słyszeliście kiedyś o prawach mężczyzn? O ustawach mówiących o prawach mężczyzn? O akcjach ONZ w tejże sprawie? O organizacjach, które zajmują się równouprawnieniem lub prawami mężczyzn?

Właśnie nad tymi sprawami mam zamiar się dziś pochylić – nad równouprawnieniem obojga płci, nad dążeniem do wcielania coraz to nowszych praw dla kobiet, które to paradoksalnie ‚unierównouprawniają’ obie płcie. Każdy wie zapewne czym jest dyskryminacja – jest to upokarzanie i poniżanie osoby danej religii, płci, czy pochodzenia. Czym natomiast jest seksizm? I tu pojawia się pierwszy problem. Seksizm niemal zawsze jest utożsamiany z dyskryminacją kobiet, z ukazywaniem ich jako gorsze o mężczyzn, podczas gdy termin ten oznacza ogólną wrogość wobec którejkolwiek z płci. Tylko po co ja tyle o tym biadolę, skoro oczywistym jest, że w dzisiejszych czasach to kobieta ma trudniej od mężczyzny? Ano po to, żeby uświadomić Wam drodzy bracia i siostry, że tak właśnie nie jest!

Jak często słyszycie w mediach o straszliwych tragediach, o katastrofach naturalnych, aktach terroryzmu lub po prostu wypadkach? I jak często słyszycie w nich o tym ile poszkodowanych zostało kobiet i dzieci, a nie mężczyzn i dzieci? Z kolei, gdy zdarzy się jakaś tragedia, gdzie giną sami mężczyźni (np. zatonięcie statku, wypadek w kopalni) to jak często słyszycie o cierpieniu tych ludzi, a ile mowy o cierpieniu ich matek, żon i córek? A czy widzieliście może instrukcje (głównie przeciwpożarowe) dotyczące ewakuacji? Priorytetem jest tam ratowanie kobiet i dzieci, a nie mężczyzn i dzieci. Wiecie, że takie dyrektywy nadal obowiązują? Może są to tylko szczegóły, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić. Może jest tak ze względu na szacunek wobec płci pięknej (właśnie – swoją drogą czemu mężczyzna nie może być piękny?), tylko ze względu na rosnące fale feminizmu należy o tym mówić, aby uświadamiać ludziom, że przedstawienie spraw dyskryminacji płci nie jest takie proste. To, co napisałem jest faworyzowaniem kobiet, ale ma niewielkie przełożenie na życie (może poza ostatnim przykładem). Przejdźmy więc może do spraw poważniejszych.

Zwróćmy uwagę na kolejny aspekt najczęściej, poruszany podczas mówienia o nierówności płci – służba wojskowa, którą nieraz można nazwać ostatnią legalną formą niewolnictwa. W większości krajów do owej służby przymuszani są wyłącznie mężczyźni, a nie da się uniknąć faktu, że przymus ten niejako wiąże się z koniecznością oddania swego życia lub zdrowia i represji psychicznych oraz fizycznych. Są jednak wyjątki od tej reguły. W niektórych krajach afrykańskich, czy też w Izraelu służba wojskowa obowiązuje także kobiety, które to zresztą charakteryzują się większą brutalnością wobec ludności palestyńskiej niż mężczyźni. Całe szczęście wiele krajów Europy (w tym ostatnio Polska) odchodzi od tego przymusu i wprowadza dobrowolną i zawodową służbę w wojsku.

Skoro jednak jesteśmy już przy sprawach wojskowych. Często podczas wojen mówi się o grabieży i gwałtach kobiet na podbitej ludności. Ciekawe tylko czemu tak rzadko wspomina się o oczywistym fakcie cierpienia i śmierci tylu poborowych po obu stronach albo o śmierci mężczyzn cywilów? Ot choćby tragedia podczas wojny w Bośni, gdzie zostało zgwałconych 20 tysięcy kobiet. Nikt nie wspomina, że spośród 100 tysięcy zabitych 90 tysięcy stanowili mężczyźni. Albo w czasie konfliktu w Kosowie (1998-99), gdzie 90% z 12 tysięcy ofiar to mężczyźni. Ktoś powie, że oni przecież walczyli. Tylko dziwnym faktem wśród 40 tysięcy ofiar cywilnych w Bośni 75% to mężczyźni. To tylko współczesne wojny. W I Wojnie Światowej wśród 8,5mln ofiar kobiety stanowiły niewielki odsetek.
Gdy mowa o konfliktach nie sposób nie zauważyć o jej przyczynach, które wszakże są przyczyną tylko li wyłącznie mężczyzn. Czyż nie tak słyszymy, gdy rozmowa toczy się o powodzie rozpoczętych działań wojennych? Tylko czemu zazwyczaj zapominamy o tym, że te operacje miały spore poparcie społeczne także wśród kobiet? Jak rzadko mówi się o tym, że w drugiej wojnie światowej kobiety pracowały w fabrykach zbrojeniowych i z której to pracy mogły najzwyczajniej zrezygnować bez żadnych konsekwencji, podczas gdy uchylenie się od służby (dezercja) była powodem rozstrzelania tylu mężczyzn? Czy często słyszymy o tym, jak kobiety z hitlerowskich Niemiec patrzyły z pogardą na ludzi z niższej rasy, jak wykorzystywały ich darmową pracę, jak szykowały się do zasiedlenia ziem, które zostaną dla nich oczyszczone? Czemu zapomina się, że w wyborach, w których wygrał Hitler także głosowały kobiety, a i w samym NSDAP było ich wcale nie mało? Wojny wywołują rządy oraz wspierające je społeczeństwa i ich nastroje – niezależnie czy jest tam więcej kobiet, czy mężczyzn.

Mówi się, że to właśnie władza podejmuje takie decyzje i jest winna wojnom. Poza tym, że jak już wspomniałem robią to przy poparciu obu płci (społeczeństwa), zapomina się, że rządy kobiet wcale lepsze nie były – wręcz przeciwnie! Elżbieta I lub caryca Katarzyna II zasłynęły z brutalności i krwawości swoich rządów, a za panowania Wiktorii Wielka Brytania znacznie poszerzyła swoje włości, na których to przejawy buntu były nie gorzej traktowane jak w ZSRR. Z przykładów bardziej współczesnych można wspomnieć o Condoleezzie Rice, która była najgorętszą zwolenniczką napaści na Irak i Afganistan oraz jako sekretarz stanu w biurze Busha starała się o atak na kolejne dwa państwa (Iran i Syrię). O rządach i wojnach w Izraelu także sobie poczytajcie – Cipi Liwni przyczyniła się do kolejnego wybuchu konfliktu z Palestyną, gdy jeszcze przed jej rządami był okres zawieszenia broni. Z kolei Indie szczycą się tym, że tylko raz zdarzyło im się najechać na obce państwo – wtedy, gdy rządziła Indira Gandhi. W Armii Czerwonej kobiety stanowiły około 10% żołnierzy, co nie przeszkodziło im być tak brutalnymi (lub nieraz gorzej) niż mężczyźni, a gdyby tego było Wam mało, służyła tam kobieta, która jako snajper do dziś jest uznawana za jedną z najlepszych w tej ‚branży’ (ponad setka zabić).

Przejdźmy więc może do terroryzmu. Zauważyliście, że zawsze terrorystami okazują się mężczyźni? Nic dziwnego, ponieważ Islam zabrania dopuszczania kobiet do takich ról, co jednak nie przeszkadza organizacjom terrorystycznym w tym, aby należały do nich kobiety, a choćby taka Partia Pracujących Kurdystanu składa się głównie z kobiet. Terrorystki także stanowiły część porywaczy w teatrze w Dubrowce, a Hamas – jedna z najbardziej radykalnych organizacji terrorystycznych, stworzył jednostkę kobiecą (Szahidki) na wyraźne prośby ochotniczek.
Swego czasu zresztą CNN miała serię programów o terrorystkach. Wiecie co jest najdziwniejsze? To, że reporterzy ubolewają nad tym, iż.. są one wykorzystywane! Na taką łaskę żaden mężczyzna lub choćby chłopiec, którego wytresowano jak zwierzę i dano mu karabin, żeby zabijał, nie może liczyć. Podobnie było podczas walk w Ameryce z Indianami – tam także w bojach uczestniczyły kobiety, choć Indian ukazuje się jedynie jako męskich dzikusów na koniach. Niestety tak wygląda dzisiaj świat – mężczyznę wini się ze względu na to kim jest, a kobietę uniewinnia za to, że jest kobietą.

Kolejnym argumentem jest przemoc mężczyzn wobec kobiet. W swoich poszukiwaniach dotarłem do ciekawego wywiadu. Cytując Rolfa Nilsena z Lulea, który doznał kontuzji kolana i problemów psychicznych na całe życie po tym jak pomógł kobiecie „kiedy widzę, że biją kobietę, to ingeruję. To oczywiste”. Mężczyzna dodaje także, że gdyby napadnięta osoba była przeciwnej płci nie mogłaby liczyć na tak aktywną pomoc, co niestety jest niepokojące zwróciwszy uwagę na fakt, iż statystyki policyjne mówią, że ofiarami napaści i pobić są najczęściej mężczyźni. Z przeprowadzonych badań wynika także, że większość mężczyzn ma opory przed uderzeniem kobiet, przez co ilość przestępstw popełnianych przez kobiety na mężczyznach i mężczyzn na kobiety jest podobna. Niestety całe społeczeństwo jest w błędzie, a o tych sprawach się nie mówi, co można szybko zobaczyć wpisując w przeglądarkę internetową ‚napaść mężczyzn’ (po czym znajdziemy informacje ilu to mężczyzn na kogo napadło) oraz ‚napaść kobiet’ (gdzie otrzymamy informację o napaści na kobiety).

Na co dzień także doświadczamy nierówności obojga płci, głównie przez etos rycerskości. To kobiety przepuszcza się przez drzwi pierwsze (które to drzwi przytrzymuje zresztą mężczyzna), przenosi na rękach, gdy mężczyzna tapla się po kolana w błocie, to kobiety ogrzewa się ciepłym swetrem, podczas gdy mężczyzna marznie, to od mężczyzny oczekuje się, że na randce zapłaci za kobietę i to on powinien nosić jej ciężkie torby oraz ustępować miejsca w autobusie. Tak samo mężczyźni powinni ustępować kobietom miejsc na listach wyborczych.

Większym problemem jednak staje się przemoc w domu. W dzisiejszych czasach wyznaje się pogląd, że w męskiej naturze leży bicie kobiet, co potwierdzają także badania, według których aż 46% Szwedek przyznaje się, że po 15. roku życia było obiektem przemocy mężczyzn. Nikt jednak podczas ukazywania tych danych nie wspomina, że osoby sporządzające raport za przemoc uznawały nie tylko pobicia, czy kopnięcia ale także wzajemną szarpaninę kilka lat temu, popchnięcie w autobusie 15 lat temu, wymierzony policzek, niechciany męski uścisk dłoni, czy złowieszcze wypowiedzi oraz męczące kłótnie.
Ktoś jednak może powiedzieć ‚no tak, ale to też przemoc’. Tyle, że w takim wypadku powinniśmy też stwierdzić, że badania nie wykazują większej ilości agresji mężczyzn wobec kobiet niż kobiet wobec mężczyzn, bo skoro takie zachowania uznajemy za przemoc to trudno się nie zgodzić, że permanentnie mamy do czynienia z przemocą kobiet, które to częściej wymierzają owe policzki, a ich agresja często utożsamia się z upokarzaniem, wyzwiskami i szarpaniem.

Wracając jednak do badania nijak ma się ono do innego raportu, który mówi, że osobami stosującymi przemoc nie są zwyczajni i przeciętni ludzie, ale głównie recydywiści. 73% z tych mężczyzn jest w policyjnych kartotekach, 38% było już skazanych na karę więzienia i aż 80% sprawców przemocy, której konsekwencją jest śmierć partnerki jest zakwalifikowanych jako osoby psychicznie chore lub upośledzone.

Gdy mówimy o kobietach morderczyniach często odwołujemy się do ich motywów. Morderstwa na partnerach w przypadku obojga płci są równie częste, jednak gdy widzimy kobietę winną zabicia swojego partnera nieraz pewnie przechodzi nam przez myśl ‚na pewno ją bił’. I chociaż wiele morderstw dokonanych przez kobiety określa się jako spowodowane przemocą w rodzinie nie jest to sprawdzane – nikt nie zapyta trupa jak było, a i prawie zawsze sądy wierzą na słowo oprawczyni. Wyroki także zawsze padają na niekorzyść mężczyzn. Nic nie powinno tłumaczyć mordu na drugim człowieku, a jednak kobiety często są rozgrzeszane przez rzekome bicie w rodzinie. Jednak jeśli usiłujemy w ten sposób usprawiedliwiać zabijanie innych to proponuję uznać za usprawiedliwienie częsty męski motyw zabicia partnerki, jakim jest zdrada, która dla mężczyzny jest nie mniejszą krzywdą jak pobicie.

Nie jest też niczym odkrywczym stwierdzenie, że przemoc stosowaną wobec partnerów przez kobiety często się neguje, przemilcza albo najzwyczajniej ośmiesza. Powszechnie bowiem uważa się, że kobieta zadaje cios tylko w samoobronie. Nawet gdyby wierzyć policyjnym statystykom, iż tylko 15% ofiar przemocy domowej to mężczyźni nie jest to na tyle mała liczba, aby ją pomijać. Mimo to we wszelkich kampaniach to mężczyzna jest zawsze oprawcą, a kobieta ofiarą. Kobiety też nie przedstawia się jako oprawczyni wobec dziecka, pomimo faktu, że to właśnie one biją częściej dzieci. Nie wspomina się także, że oboje rodzice chętniej używają przemocy wobec synów niż córek.

Słyszeliście kiedyś tekst ‚jak tylko ojciec wróci to ci wleje’? Tego typu treści można usłyszeć w niejednym filmie, teatrze, a i zapewne domu. Ten temat jest także pomijany, gdyż przemoc dokonana przez kobietę cudzymi (partnera) rękami jest traktowana nadal jako przemoc.. mężczyzny. Kobiety przejawiają łatwość w sterowaniu przemocą innych, bo nie tylko wiele z nich oczekuje aby mężczyźni się za nie bili, ale także aby się o nie bili i bili dzieci na ich polecenie.

Mimo wszystko można stwierdzić, że te 15% jest na tyle małe, że można generalizować. Nie do końca, gdyż te wyniki także są przekłamane. Takie statystyki pomagają tylko wprowadzać choćby takie prawo jakie obecnie obowiązuje w Szwecji – o zapewnieniu kobietom (ale już nie mężczyznom) ochrony przed przemocą w domu. Problem jest jednak taki, iż mężczyźni maltretowani najczęściej wstydzą się przyznawać do tego, że są bici. Wiedzą bowiem, że przez to mogą być wyśmiewani w pracy, ignorowani przez policję (często zgłoszenia maltretowanych mężczyzn nie są przyjmowane) lub lekceważeni przez sądy. Nic więc dziwnego, że statystyki przedstawiają się właśnie w ten sposób. Skoro mężczyznom wmawia się, że przemoc wobec nich stosowana nie jest przemocą, a i prawo tejże przemocy nie traktuje jako przemocy to nic dziwnego, że takich skarg bywa coraz mniej, a takie skrzywione statystyki są coraz częściej przyczyną tworzenia seksistowskiego prawa faworyzującego kobiety.

Często przemoc w domu nie traktuje się jako spowodowaną przez mężczyzn, ale typową dla mężczyzn. Mówi się, że kobiety są gorzej fizycznie przystosowane do takich aktów już od dziecka pomimo faktu, że kilkuletni chłopcy częściej spotykają się z przemocą niż kilkuletnie dziewczynki.

Dramaturgię tego problemu podsyca to, iż mężczyzna po zaistnieniu takiej przemocy na nim nie ma gdzie się udać. Nie istnieją ośrodki pomocy, do których mógłby udać się mężczyzna po zgłoszeniu swojego problemu. Niestety nadal większość kampanii przeciwko przemocy w domu pokazuje się z perspektywy kobiet, a i nieraz są one ukazywane w nieetyczny i seksistowski sposób.

Pomówmy może teraz trochę o prawie, o które już trochę się ten felieton otarł. Dyskryminacja mężczyzn jest niezwykle widoczna i w tym aspekcie. Zarówno w prawie polskim, jak i międzynarodowym (np. ONZ) istnieje wiele wzmianek w aktach prawnych, w których mowa o terminie ‚prawa kobiet’. Terminu ‚prawa mężczyzn’ niestety nigdzie nie ma. Często też różne akcje w obronie praw kobiet dążą tylko do dyskryminacji mężczyzn. Często nawet nie ukrywa się ich charakteru, tylko jawnie i oficjalnie prowadzi się je pod szyldem dyskryminacji. Doszło nawet do tego, że liderka szwedzkiej partii Feministyczna Inicjatywa domaga się, aby płeć męska płaciła podatek za wszelkie wyrządzone zło w społeczeństwie.

To samo prawo jest także dwojako interpretowane w spawie omawianych już morderstw. Gdy przyjrzeć się długości wyroków w porównaniu do czynu – mężczyźni zawsze dostają wyższe wyroki. W Ameryce za zabójstwo sądy średnio skazują mężczyzn na 17,5 roku, a kobiety na.. 6,2. W Hiszpanii powstało nawet prawo, które rozdziela kary za różne czyny w stosunku do płci sprawcy!

Większość przestępców, osób w zakładach psychiatrycznych, czy na odwykach to mężczyźni. Tak samo jak większość naukowców, biznesmenów, lekarzy, polityków, czy wynalazców. Można powiedzieć, że wynika to z większego zróżnicowania samców lub zaprzeczyć biologii i powiedzieć, że to jest wina kultury. Niech i tak będzie, ale czemu próby niwelowania dysproporcji płci widać tylko na stanowiskach wyższych? Czemu wydaje się ogromne pieniądze na ‚płciowe’ stypendia, obcina podatki przedsiębiorczym kobietom (ale mężczyznom nie), aktywizuje kobiety w polityce, ale nikt nie pomyśli o tym, aby wydać więcej na resocjalizację w zakładach karnych, a jeśli już, jest ona najczęściej skierowana do biednych kobiet. Czyli w wyższych sferach ma być obojga płci po równo, ale w więzieniu mają być prawie sami mężczyźni?

Ponadto kobiety są faworyzowane na rynku pracy wbrew powszechnym opiniom. Istnieje wiele uchwał, ustaw i rozporządzeń, które wspomagają kobiety. Kwoty zatrudnień ustalane są tak, aby na specyficznych stanowiskach wzrósł odsetek kobiet, a spadł mężczyzn. Przykładem może być rząd Norwegii, który nakazał firmom zwolnić ze stanowisk kierowniczych 10% mężczyzn po to, aby odsetek kobiet na tych stanowiskach wzrósł do 40%. Gdy mamy odwrotną sytuację (gdy mężczyzn w zawodzie jest mniej) nie możemy liczyć na taką akcję. Ot chociażby edukacja, gdzie nauczycielami jest 90% kobiet. Często zdarza się też, że władza ingeruje w płace kobiet i tak np. w Stanach Zjednoczonych za tą samą pracę (tyle samo godzin, to samo niebezpieczeństwo, ten sam komfort i satysfakcja, brak odpowiedzialności i ta sama branża) mężczyźni otrzymują zazwyczaj… 20% mniej niż kobiety. Ankiety przeprowadzane w amerykańskich uniwersytetach pokazały, że kobiety najczęściej wybierają zawody, które są bezpieczniejsze, dają więcej satysfakcji i są mniej uciążliwe, a mężczyźni te, które.. są lepiej opłacane. Skąd więc to oburzenie, że kobiety zarabiają mniej? Jak pisał Tomasz Żuradzki z Gazety: ‚Kobiety zarabiają mniej nie dlatego, że są dyskryminowane, tylko dlatego, że słusznie uważają, iż są na świecie ciekawsze rzeczy niż spędzanie 12 godzin dziennie w pracy. Innymi słowy, kobiety wybierają lepsze i dłuższe życie. Mężczyźni takiego wyboru nie mają’.

Mężczyźni są także dyskryminowani na rynku pracy na inne sposoby. Nie przysługują im (lub przysługują w mniejszej ilości godzin) urlopy rodzicielskie (słyszał ktoś o urlopie ‚ojcowskim’?), później przechodzą na emeryturę. Nikt nie zwraca także uwagi na odsetek studentów. W Polsce 44% studentów to mężczyźni (w Szwecji 30%) – w Iranie było odwrotnie, więc rząd podniósł ‚na siłę’ ten odsetek na rzecz kobiet.

Większość osób deklaruje, iż są zwolennikami zasad równości. Jednak może ona przejawiać się na różne sposoby. Póki co dążymy do równości na tle liczb. Ma być 50% mężczyzn i 50% kobiet (oczywiście tylko na tych istotnych stanowiskach – nikt przecież nie będzie degradował kobiety do roli robotnika, ani nie będzie zsyłał do kopalni!). W ramach owej równości stosuje się.. paradoksalnie dyskryminację. Jak pisał Warren Farrell ‚bezrobocie jest dla mężczyzny tym, czym gwałt dla kobiety’, gdyż przekłada się na problemy ze znalezieniem partnerki, załamania nerwowe, podatność na choroby, ponieważ od mężczyzny oczekuje się tego, że będzie pracował. Nie uważacie, że obsadzenie stanowisk powinno być podporządkowane kompetencjom, a nie płci?

Kolejną kwestią jest ojcostwo. Mężczyzna zawsze był stawiany w gorszej sytuacji jako rodzic – już od chwili poczęcia jest traktowany jako rodzic drugiej kategorii. Ojcu odbiera się możliwość podejmowania jakichkolwiek decyzji w sprawie dziecka przed, jak i po jego urodzinach. Kobieta ma prawo urodzić dziecko nawet jeśli mężczyzna tego nie chce, może także dokonać aborcji, choć mężczyzna chce, aby się narodziło. Kobieta ma także prawo pozostawić noworodka w szpitalu, zatajając personalia swoje, dziecka i ojca, co może spowodować, iż mężczyzna nawet nie będzie świadom tego, że jest ojcem. Rola mężczyzny staje się istotna tylko, gdy chodzi o utrzymanie potomka. Gdy kobieta nie chce, aby ojciec zajmował się swoim dzieckiem wystarczy, że powie, iż ten go (lub ją) bije. W ten sposób ojciec staje się jedynie źródłem funduszy, a nie rodzicem, którego przecież dziecko potrzebuje do sprawnego funkcjonowania. W Polsce tylko 3% mężczyzn zostaje samotnymi rodzicami, a pozostałe 97% fundatorami dziecka. Właśnie to jest powodem, iż powszechnie uważa się, że dziecko jest problemem kobiety, a nie mężczyzny – ponieważ nie ma on żadnej możliwości decyzji o jego przyszłym życiu.

Inną dziedziną, gdzie mamy do czynienia z przejawami dyskryminacji mężczyzn jest służba medyczna. Statystycznie przeznacza się dwa razy mniej na profilaktykę i leczenie męskich chorób niż kobiecych, pomimo faktu, że mężczyźni żyją zazwyczaj krócej! Być może właśnie dlatego średnia długość życia mężczyzn jest krótsza. Życie mężczyzny nie jest traktowane tak poważnie jak kobiety, jest mniej warte. Pomimo, iż na raka prostaty umiera tylu mężczyzn, co kobiet na raka piersi (dane dla USA) i mimo iż badania profilaktyczne na raka prosty jest tańsze, zdarzają się o wiele rzadziej niż mammografia, a wydatki na raka piersi są 600% większe niż raka prostaty. Tak samo w Szwecji, gdzie na raka prostaty umiera 62% więcej osób niż na raka piersi, te drugie badania są wspomagane finansowo, a pierwsze nie.

Ignorancja także dotyka mężczyzn w sprawach śmierci. Stosunek wypadków w pracy mężczyzn do kobiet wynosi 9:1. Także samobójcami są w ponad 80% mężczyźni (dane dla całego świata). Jest to zapewne spowodowane zbyt dużą presją na mężczyznach. Wymaga się od nich zawsze więcej (facet musi być twardy, musi utrzymać rodzinę), przez co mniej delikatni przedstawiciele tej płci nie mają dokąd uciec (także wszelka pomoc osobom poszkodowanym jest głównie skierowana do kobiet). Przed kobietami nie stawia się takich wymagań, nie muszą wstydzić się emocji i płaczu, nie muszą utrzymać rodziny (bo przecież to jest rola mężczyzny).

Na deser zostawiłem sprawę językową. Często mówi się, że człowieka utożsamia się z mężczyzną, ale nic poza wieloznacznością wyrazów w niektórych językach (np. w angielskim ‚man’ znaczy mężczyzna, ale także człowiek) nie przemawia za tymi słowami. Ba! Semantyka np. w polskim języku nieraz nie ma z tym nic wspólnego, albo wręcz przeczy (np. słowo ‚rodzic’ może sugerować tylko osobę zdolną rodzić).

Podsumowując: feminizm nie dąży do równouprawnienia kobiet i mężczyzn, ale do degradacji pozycji mężczyzny i tworzeniu błędnego wizerunku jakoby miał lepiej w życiu. W rzeczywistości prowadzi do dyskryminacji płci męskiej.

Komentarze: