21.04
2010

Jakiś czas zastanawiałem się, czy spisać to, co kotłuje się w moim sercu odnośnie ostatnich zdarzeń ze świata polityki i życia wewnętrznego Polski. Postanowiłem, że napiszę własne przemyślenia, ale gdy już pył wrzasków opadnie, lecz nie wytrzymałem i spiszę to właśnie teraz.
Jak być może się domyślacie chodzi o nic innego, jak ową imitację żałoby serwowaną nam przez wszystkie media w kraju, podsycaną w zasadzie tylko przez nie oraz osoby szerszej publice znane. Farsa, jaką serwowano.. przepraszam – wtłaczano nam przez ostatnie półtora tygodnia z dnia na dzień stawała się coraz mniej strawna, sztuczna i wręcz obrzydliwa.

Beatyfikować!

Umarł prezydent. Umarł człowiek. Umarł mąż, brat i ojciec. Trudno zanegować, że ta tragedia poruszyła szczerze wielu ludzi. Trudno też zanegować, że kilkadziesiąt innych osób zginęło w ten sam sposób, a mimo wszystko omawia się je jednym zdaniem. Ba! Nieraz i wymienienie z nazwiska osób załogi, czy reszty pasażerów było już czymś.
Tak to jednak bywa, gdy umiera się u boku człowieka, którego można streścić jednym słowem – wielki. Wróć! O kim my tu mówimy? Czy to zginął prezydent Lech Aleksander Kaczyński? Czy to ten sam mężczyzna, którego jeszcze tydzień wcześniej obśmiewano, z którego szydzono przy każdej sposobności i którego maltretowano publicznie niezwykle hojnie? Od samego początku kadencji telewizje pokroju TVN robiły z niego kozła ofiarnego przy każdej możliwej okazji i bezcześciło jego wizerunek na każdym kroku, a po jego śmierci mówiono o nim jak o innym człowieku.
Niemal 24 godziny na dobę raczono nas mowami i pieśniami pochwalnymi. Wręcz czekałem na okrzyki, aby uczynić go świętym. Słodzone wyrazy wylewano wręcz garściami i szczerze mówiąc więcej tu było patosu i ronienia łez niż po śmierci Jana Pawła II. Ale nie obłudy.
Nie wierzę, że Polacy, którzy przez dekady byli okłamywani dali nabrać się na taką tandetną szopkę. Jednak prawie nikt nie miał odwagi powiedzieć do kamery prawdy – co myślał na prawdę o tym człowieku. Bo nie wypada.
Nawet grając w Ikariama sporo osób wręcz chciało zmuszać innych, aby zaprzestali działań wojennych (a nawet grania). O dziwo nikt nie wniósł postulatu, aby (choć czasowo) zamknąć tematy z dowcipami, śmiesznymi anegdotkami, czy różnymi forumowymi zabawami, które wręcz kwitły w najlepsze. Prawdę mówiąc bałem się iść do sklepu po lizaka, bo jeszcze by mi ekspedientka wypomniała, że nie wypada.
Choć niezwykle sztuczne uwielbienie postaci naszego byłego prezydenta było niesmaczne, czy wręcz ohydne, nie spodziewałem się, że będzie jeno przedsmakiem prawdziwej uczty świń.

Strzelali po gałęziach

Zaskakujące okazały się wieści, które wypływały kilka dni po tragedii – samolot mógł paść ofiarą zamachu! Szczerze mnie także zdziwiło to, że początkowe opcje śledztwa katastrofy nie zakładały tego scenariusza i liczyłem, że i ona w końcu zostanie uwzględniona (nie przeliczyłem się), choć prawdę mówiąc wciąż w nią nie wierzę.
Po necie natomiast zaczęły szaleć różne dziwne plotki, pogłoski, przypuszczenia, a nawet pewien filmik z masą amatorskich interpretacji. Rozumiem, że dzisiejsza młodzież wychowana na Counter Strike’u i filmach akcji rodem z Hollywoodu może mieć kłopoty ze zrozumieniem, że wystrzał z broni palnej nie brzmi tak cicho (na większości nagrań nawet ów dźwięk był sztucznie pogłaśniany) i nie jest taki ‚suchy’, ale jak widziałem żywą fascynację, na każdą postać pojawiającą się w filmie to chwytałem się za głowę. Strzelano do ofiar, które przeżyły katastrofę? Pozbywano się świadków? Świadków czego? Czy ktoś widział szczątki samolotu? Przecież nikt nie miał prawa tego przeżyć, a na opisach nagrania wyraźnie sugerowano, że niektóre słyszane tam głosy (bez żadnych wyrazów bólu) należały do ofiar. Wręcz po przeczytaniu niejednych komentarzy zastanawiałem się co za debile musieli składać owe interpretacje, skoro sugerowali, że silnik samolotu to… kabina pilotów!
Stwierdzono nawet nieraz, że niektóre osoby widoczne na filmie to żołnierze specsłużb, tylko żadna z osób wypowiadająca się nie ma o tym bladego pojęcia! Nie dość, że żołnierze nie poruszają się w ten sposób, to jeszcze jaki sens jest dobijania rannych z katastrofy samolotu, a zostawienie gapia, który widoczny na nagraniu chodzi sobie po szczątkach samolotu?!

Kaczyński niczym Sobieski

Jednak zmieńmy może temat i wróćmy do naszego byłego prezydenta. Będąc szczerym – nie głosowałem na niego. Nie podobał mi się sposób w jaki się wypowiadał, nie podobało mi się wiele rzeczy, które robił albo mówił. Mimo to nie przypominam sobie jego większych wpadek. Nie przypominam sobie także cóż on takiego szczególnego zdziałał.
Był działaczem Solidarności? Nie on jeden. Wręcz była masa ludzi, która angażowała się więcej niż on, a mimo wszystko to on spoczął na Wawelu. Zginął pełniąc swój obowiązek wobec narodu? A to on jeden, czy może wszyscy politycy, żołnierze oraz osoby upamiętniające zdarzenia katyńskie pełnili ważną dla narodu rolę lecąc na owe uroczystości?

Pogrzeb różową kredką rysowany

Dotarliśmy do momentu pogrzebu pary prezydenckiej. Pomijając stosowność miejsca pochówku, chciałbym zwrócić uwagę, że akt ten bardziej można by określić słowem ‚cyrk’ lub ‚przedstawienie’. Dziesiątki, czy setki tysięcy Polaków opłakiwały ostatnią drogę prezydenta. Miliony śledziły te wydarzenia w swoich domowych telewizorach i na publicznych telebimach.
Po obejrzeniu ceremonii mogę jasno, stanowczo i z całą pewnością stwierdzić, że minęły czasy, gdy pogrzeb kojarzył się z żałobą, a przejazd konduktu żałobnego czczony był pochyleniem głowy, zdjęciem jej nakrycia i pomodleniem się. Na pogrzebie prezydenta Kaczyńskiego mieliśmy festiwal. Choć organizatorzy prosili, aby nie rzucać kwiatów było ich tyle, że policjanci na motocyklach mieli problemy z utrzymaniem równowagi, a kierowcę karawanu mogę podziwiać za to, że dojechał i nie było tragedii, bo chyba prowadził pojazd na ślepo.
Niestety – ręce złożone w modlitwie zostały zastąpione przez wyciągnięte w górę przeszczepy z aparatami, jakby to nie był pogrzeb, a koncert rockowy jakiejś gwiazdy. Kogo obchodził karawan? Nikogo. Wystarczyło, że przejechał, a widać było na twarzach zamiast zadumy uśmiechy radości, żarty i pokazywanie sobie zdjęć komu lepiej wyszło.
Całego ceremoniału dopełnił ks. Muszyński wygłaszając płomienne kazanie, w którym wielokrotnie podkreślał jak wspaniałą parą była para prezydencka, przy czym nie omieszkał także wspomnieć o tym, że gdybyśmy mieli takie relacje w małżeństwach to nasze polskie rodziny wyglądałyby o wiele lepiej. Czyżby zapomniał, że córka Lecha i Marii Kaczyńskich była rozwódką?
Prawdę mówiąc szczerze jej współczuję. Nie afiszowała się nigdy w mediach, nie szukała rozgłosu, nie zabiegała o medialny szum, który i tak ją dopadł. Wręcz dosięgnął w najgorszym momencie, bo strata bliskich to wielka tragedia, ale strata rodziców – największa, a ona musiała przeżywać ów pogrzeb niemal codziennie przez półtora tygodnia i wysłuchiwać nieszczerego słodzenia wszystkich wkoło.

Nie ma USA – nie ma imprezy

Kolejną myślą do zastanowienia jest to, jak potraktowano nas na zewnątrz i jak sami siebie potraktowaliśmy jako Polacy (aż mi wstyd za rodaków). Tak garniemy do Europy i Unii. Tak wychwalamy Stany Zjednoczone, podczas, gdy oni mają nas serdecznie w dupie. W dzień pogrzebu mogliśmy się przekonać jak blisko nam na wschód i jak daleko na zachód (a za wodę jeszcze dalej). Na uroczystości zdążyli wszyscy zaproszeni goście. Zdążyły specsłużby nasze oraz te goszczących u nas państw. Zdążyli piloci wojskowi, którzy dowieźli ofiary do Krakowa. Zdążyli nawet budowlańcy i kamieniarze, którzy musieli uwijać się jak w ukropie, aby zdążyć na czas. Zdążył wreszcie prezydent Miedwiediew, a jednak Obama miał poślizg. Co w związku z tym? Zaproponowano PRZESUNIĘCIE terminu uroczystości! Tylko dlatego, że prezydent państwa, które niezbyt przejęło się śmiercią naszej głowy państwa (która to całą kadencję latała za Amerykanami, żeby się przypodobać). Tylko z tego powodu miały czekać delegacje innych państw, rodzina zmarłych oraz miliony Polaków w Krakowie i przed telewizorami. Dzięki Bogu, że rodzina ofiar na taką hańbę się nie zgodziła, bo to byłby już absurd.
Jak to tak można, że Amerykanie mają nas w dupie, a my staramy się im w ową dupę wejść jeszcze głębiej (a najlepiej wyjść przełykiem)? Jak tam można naśmiewać się i oskarżać bezpodstawnie Rosjan w takim momencie, podczas, gdy najwięcej pomocy, zrozumienia i solidarności otrzymaliśmy właśnie ze wschodu?!

Aż niedobrze robi mi się jak traktują nas – Polaków nasze władze i to zarówno świeckie, jak i kościelne. Rzygać się chce jak mówi się o płaczu, żałobie i wielkiej stracie osoby, którą za życia się opluwało. Wreszcie na płacz zbiera mi się, jak podlizujemy się zachodnim sąsiadom, którzy nas olali, a oskarżamy o wszystko, co najgorsze tych, od których otrzymaliśmy najwięcej pomocy.

Nigdy w życiu bym nie przypuszczał, że tak będę pisał o władzach kościelnych, o Polakach i o moich przemyśleniach w stosunku do Rosji, ale zmusiła mnie bezmyślność rodaków. Powinniśmy ogłosić dłuższą żałobę, bo jedna rzecz, o której media trąbią po niewielkim przekształceniu jest szczerą prawdą – umarła inteligencja Polaków.

Komentarze: