14.11
2013

Uwaga! Chociaż w szarości dnia codziennego brzydzę się językiem rynsztokowym, nie mogłem powstrzymać od użycia słów powszechnie uważanych za obelżywe. Stąd zatem przeprosić pragnę tych, których owe słowa w oczy razić mogą.

Rzecz się ma o wydarzeniach ostatnich, ale zanim przejdziemy do meritum – zacznijmy od początku. Ponieważ z rana w pewien dzionek listopadowy, domyślacie się zapewne który, do domu wracać musiałem, po nocy spędzonej u mojej lubej, dumą napawały mnie przygotowania do dnia odświętnego w moim mieście. Biało-czerwone balony, flagi na każdym słupie, taśmy ostrzegawcze w wyjątkowo narodowych kolorach =p, a nawet pojazdy komunikacji miejskiej przyozdobione i wyjątkowo jak na poranek pogodni ludzie. Ten widok naprawdę napawał dumą i radością. Do domu wróciłem, zająłem się swoimi sprawami, telewizji nie oglądam, wiadomości w Internecie także nie ruszałem. Pewnie podświadomie nie chciałem sobie psuć tak cudownego dnia. Kolejne dwa dni także olewałem całkowicie tabloidowe tematy, odnoszące się do naszego święta, jednak ich ilość, a także jakość wypowiedzi przelała gorycz serca i siedzieć z zamkniętą mordą nie mogę.

Czy naprawdę my – Polacy – nie możemy mieć choć tego jednego, jedynego dnia, gdzie będziemy radośnie i wspólnie, bez podziałów na lewych i prawych, bez wyzwisk, że jeden to żyd, a drugi pedał, a trzeci kulawy? Nie możemy tego jednego dnia się zjednoczyć i świętować coś, co nas wszystkich łączy i z czego wszyscy razem garściami czerpiemy – z niepodległości naszego kraju? Nie możemy się cieszyć świętem, które mówi o tym, jak nasi przodkowie wywalczyli wolność dla nas i naszych dzieci, przelewając krew i pot, i łzy dla naszej sprawy?

02.01
2013
W kategorii: Przemyślenia.
Tagi: .

Żyję normalnie w państwie debili i niedorozwojów społecznych. Nieraz podróż komunikacją miejską jest okraszona mniej lub bardziej porąbanymi wydarzeniami zainicjowanymi przez różne indywidua. Zwykle jednak owe przypadki są na tyle marginalne lub sporadyczne w poszczególnych podróżach, że się ich nie zauważa. Być może to dlatego, że już mam to w dupie. Być może z niewyspania albo po prostu ‚ja nie patrzę, więc tego nie ma’. Czasem jednak zdarza się prawdziwa kumulacja jełopów i istna feeria teatru świń.